Afryka 2014 – Odcinek 1

WAZUNGU TO MY


 

Kochamy wyjeżdżać poza miasto, uciec na chwilę od zgiełku i hałasu. Ciągnie nas do natury, do tego co pierwotne, gdzie będzie mniej kontaktu ze światem i gdzie można delektować się ciszą. Tanzania  zawiera jeszcze namiastkę tej błogości i spokoju, odetchnięcia od cudów techniki i nowoczesności. A nade wszystko jest to świat, w którym ludzie potrafią się cieszyć z najmniejszych rzeczy. Nieustannie!

Wazungu (czyli w języku suahili „biali ludzie”, czytane „łazungu”) niejednokrotnie fascynują się Afrykanami, Afrykanie zaś zdają się fascynować nami. Za każdym razem, gdy gdzieś się przemieszczaliśmy, napotykaliśmy na rozbawione twarze, machające w naszym kierunku ręce i okrzyki „Wazungu! Wazungu!”. Przypomina mi się od razu pewne ciekawe spotkanie w drodze:

Drogi w Tanzanii w większości posiadają milionową ilość dziur, dlatego samochody często się psują. Nas też spotkała ta „przyjemność” – w drodze z Kondoa do Dodomy zaczęło się coś dziać z tylnym zawieszeniem. Zaczęliśmy jechać coraz wolniej, 40, potem 30, w końcu turlaliśmy się z zawrotnym tempem 20 km/h. W trosce o nasze bezpieczeństwo nasz Misjonarz zatrzymał się w malutkiej wiosce, aby skorzystać z pomocy ludności i sprawdzić czy samochód wytrzyma jeszcze kawałek, aby dojechać do większego miasta. Gdy tylko się zatrzymaliśmy, już widzieliśmy w oddali biegnącego do nas, ubranego w garnitur młodego muzułmanina.

Ten młody muzułmanin okazał się być chłopakiem tuż po studiach, nauczycielem, który właśnie czekał na autobus do dawnej stolicy Tanzanii, Dar es Salaam. Tam miał szukać szczęścia w znalezieniu pracy. Czekając na autobus (który oczywiście afrykańskim trybem spóźniał się już godzinę), rozmawiał przy drodze ze swoim kuzynem, który zauważył turlające auto z atrakcyjnymi Wazungu w środku ;) Kuzyn od razu zareagował: „Biegnij, ty znasz angielski, może potrzebują pomocy”.

W kilka minut nasz Ojciec Misjonarz był już z samochodem u miejscowego „mechanika”, a my w tym czasie raczyłyśmy się coca-colą i ciasteczkami na schodku przydrożnego sklepiku, w towarzystwie młodego nauczyciela. Niestety to miłe towarzystwo musiało po kilku minutach nas opuścić – upragniony autobus, obładowany ludźmi, w końcu przyjechał! Po szybkiej wymianie facebookowych kontaktów, ciepło się pożegnaliśmy.

Wspomniałam o tym, że Afrykanie nas podziwiali. Tak, podziwiali za to, że zdecydowaliśmy się do nich przybyć i pomagać, że wyciągnęliśmy do nich rękę, poświęciliśmy swój czas na łupanie kamieni do studni ;) i na inne działania. To właśnie od tego młodego muzułmanina usłyszałam, że nas – białych ludzi – za tą ofiarność i pomoc podziwia, że nie otrzymałby takiej pomocy i nie doznał takiej otwartości wśród „swoich”. Zabawne – jadąc do Tanzanii, chcieliśmy od jej mieszkańców nauczyć się jak najwięcej, okazało się natomiast, że i my swoim działaniem mogliśmy im dać jakąś lekcję…

W Afrykanach nasz podziw i sympatię budził fakt, jak bardzo są gościnni. Jeśli stałeś się ich gościem, gotowi byli oddać ostatnie jajko jakie mieli (naprawdę ostatnie!). Choć ta zasada była też niebezpieczna – nietaktem było odmawiać przyjęcia od nich jedzenia, jakiekolwiek by ono nie było. Kilkoro z nas mogło się o tym przekonać na własnej skórze – w podziękowaniu za pomoc przy budowie kościółka nasi dzielni chłopcy zostali zaproszeni do jednego z budowniczych. Niestety jednemu trafił się surowy kawałek kurczaka – przerażenie w oczach, ale co zrobić?! Zjeść trzeba! ;)

Jeszcze jedna, najważniejsza rzecz: pomimo tego, że Tanzańczycy posiadają niewiele i większość żyje w skromnych warunkach, potrafią ciągle się uśmiechać, ciągle się czymś cieszyć, a przede wszystkim – nie narzekać i dziękować Bogu za to, co mają! Przed oczami widzę naszą ulubioną mieszkankę Tanzanii, staruszkę z Sega – ilekroć przechodziliśmy obok jej maciupkiego, ubogiego domku, cieszyła się tak serdecznie i z taką radością nas ściskała, że człowiek się zastanawiał „Kobieto, przecież Ty masz tak niewiele! Skąd w Tobie taka radość!?”.

Dzisiaj Wam pokazuję zdjęcie właśnie tej kobiety. Nabierała wielkiej powagi, za każdym razem, gdy chcieliśmy ją sfotografować. Poza obiektywem znów promieniała szczęściem. Każdemu życzę, żeby miał w sobie taki błysk w oczach, jak ta kobieta gdy widziała drugiego człowieka…

  • Marceli

    Naprawdę ciekawy tekst – przeczytałem jednym tchem – gratulacje Basiu :).

  • http://www.basiawnuk.pl Barbara

    Dziękuję! :) :) :) Mam nadzieję, że pozostałe odcinki również przypadną do gustu ;) Pozdrawiam serdecznie!!!