3 marca 2012

Mój korzeń.

liscie

fot. Katarzyna Rowińska

 

Mam czasem wrażenie jakbym pływała w przestrzeni. Jakbym nie miała swojego miejsca i nie była zakorzeniona jak drzewo, które wie dokładnie, komu dawać cień w upalny dzień i kogo cieszyć widokiem zielonych liści, gdy przychodzi wiosna. Jakbym ciągle jeszcze dookreślała sens swoich działań. Mają określony kierunek, ale jeszcze nie puściły swoich pędów, szukając odpowiedniej gleby.

Czy już znaleźliście swoje miejsce, choćby to był skrawek ziemi – ale ten Wasz! – w którym jest dobrze i jesteście w nim PEŁNI? Czy jednak to jest tak, że są nieliczni szczęśliwcy, którzy wiedzą i czują, że są dokładnie w tym miejscu, w którym być powinni, a większość z nas nieustannie go szuka? Czy to kwestia bycia w zgodzie ze sobą, podążania za swoimi pasjami, zainteresowaniami, przekonaniami? A może trochę też uśmiech losu, który niektórym daje więcej możliwości do zrealizowania swoich wizji i poczucia tej pełni?…

Dochodzę do wniosku, że bez względu na to, jakimi środkami dysponujemy, musimy włożyć swoją PRACĘ. Bardzo, bardzo dużo pracy. Tak dużo, że aż będziemy cierpieć.

Wierzę, że przyjdzie w końcu taki dzień, kiedy moje drzewo zacznie puszczać pędy w tym moim, dedykowanym dla mnie miejscu, aż sięgnie samego serca ziemi.

I spotkają się tam – mój korzeń z Twoim korzeniem.

Tak będzie!