2 września 2012

Wciąż za mało.

aniol_fot. K. Rowińska

fot. K. Rowińska

 

Byłam na pielgrzymce. Już po raz 11. I z roku na rok coraz bardziej dostrzegam jak trudno wrócić do rzeczywistości z tymi pięknymi słowami i postanowieniami jakie się podjęło. Więc po co w ogóle chodzić, kiedy po pewnym czasie faktycznie wraca się do stanu „sprzed”? Najpierw fruwanie nad ziemią, potem bolesny upadek, kiedy już skrzydła nie dają rady.

Stanęłam przed prawdą o sobie.

Ile dobra ze sobą niesiesz i ile dobra od siebie dajesz? Jak bardzo jesteś prawdziwa, a jak często wygodnie zakładasz maskę?

Być może w tym tkwi fenomen uzależnienia pielgrzymkowego, że gdy lata lecą coraz częściej stajemy przed problemami, z którymi sami musimy sobie radzić, więc idziemy po raz kolejny, mając nadzieję że droga nam pomoże, że coś w nas zmieni. Nabieramy sił, upajamy się uśmiechami, mimo że cierpimy od gorąca, opuchniętych nóg i bąbli. To tylko cierpienie fizyczne, z którym można sobie poradzić.

Ważniejsze od tego jest cierpienie psychiczne, a ono właśnie najpełniej w tej drodze jest leczone. Przychodzisz na Jasną Górę uleczony. Potem stajesz oko w oko z rzeczywistością i czujesz się znowu sam. Dlatego idziesz za rok. I jeszcze za kolejny, żeby poczuć bliskość i jedność… aż może w końcu dojdziesz do wniosku, że w tej codziennej, niepielgrzymkowej drodze za mało jest Boga. A przecież było Go tyle w sierpniu.

Wciąż za mało Boga.

  • Qba

    Brawo, Basiu, piękna głębia!